10 powodów dlaczego ludzie NIE chcą kastrować kotów – jak rozmawiać, zachęcać i podawać argumenty?

Fot. foundin_a_attic

Postanowiłam zebrać 10 najczęściej powtarzających się argumentów, które stosowane są przez przeciwników sterylizacji/ kastracji. Jak z nimi rozmawiać i podawać argumenty zachęcające do tego zabiegu? Przeczytacie o tym w tym tekście, który jest jedną z części składowych nowej serii na naszym portalu.

 

Przede wszystkim warto rozróżnić czym jest kastracja, a czym jest sterylizacja. Sterylizacja to po prostu podwiązanie jajowodów u kotki, a nasieniowodów u kocura. Zaś kastracja to całkowite usunięcie jąder z nasieniowodami u kocurów, a u kotek macicy z jajnikami. Niestety przez wielu terminy te są błędnie używane na zasadzie “bo tak się utarło”. Warto jednak rozróżniać czym się różnią i dokładnie wypytać weterynarza jaki typ został wykonany w trakcie zabiegu.

 

Kastracja zwierząt jest przez większość myślących racjonalnie miłośników zwierząt postrzegana jako zabieg ratujący i przedłużający życie. My przychylamy się do tego stwierdzenia. A dlaczego? Jest kilka powodów: brak kociąt, oznaczonych przez kocury newralgicznych miejsc w okolicy domu, gdzie jest niewykastrowanakotka i na pewno dłuższe i szczęśliwsze życie naszego pupila, którego już nie męczą ciągłe rujki i buzujące hormony. Tekst ten przybliży Wam kontrargumenty jak rozmawiać z osobami mocno przeciwnymi temu zabiegowi.

 

Główne przyczyny dla których ludzie nie kastrują zwierząt oraz sposoby rozmowy z takimi osobami:

Antropomorfizacja

Jest to zabieg językowy, polegający na nadawaniu niebędącymi ludźmi przedmiotom, pojęciom, zjawiskom, zwierzętom itp. cech ludzkich i ludzkich motywów postępowania. Tutaj mamy do czynienia ze zwierzakami. Jako zwolenniczka myślenia, że zwierzęciem głównie powoduje instynkt, a nie racjonalne myślenie stwierdziłam, że takie uczłowieczanie zwierzaka jest kompletnie irracjonalnym pomysłem. Kocica nie będzie czuła smutku z powodu braku dzieci (jak teoretycznie niespełniona macierzyńsko kobieta), a kocur dopóki nie poczuje popędu seksualnego, nie będzie czuł chęci znaczenia. Instynkt pobudzony jest wtedy kiedy istnieją warunki do rozmnożenia się = główny cel wycieczek w czasie “marcowania” kotek.Najbardziej emocjonalnie reagują na ten zabieg mężczyźni. Najczęstszym stwierdzeniem padającym w internecie jest “Nie zrobię mu krzywdy, bo to tak jakbym ja sam sobie uciął”. Panowie, ale kto traci dzwonki? Wy czy kocur, który i tak nie będzie rozmnażany, a przy najbliższej okazji, gdy zostanie pobudzony przez np zapach kotki w rui i zaleje wam mieszkanie? ;)

“Nie będę inwestował w darmozjada, ma łapać myszy…”

… A jak zginie czy nie wróci to będzie następny. To tylko kot. Brzmi znajomo? Niestety w 85%, jak nie większym procencie ludzi pochodzących z typowo rolniczych terenów, istnieje nadal przekonanie, że kot jest od łapania myszy. Kastracja zaś uznana jest za fanaberię “porytych” kociarzy z miasta. Znam takie przypadki, gdzie ktoś mieszkający na wsi ma kilka kotów i wszystkie są wycięte. Taka sytuacja generuje zazwyczaj pytania w stylu “Jak to robisz, że nie masz kociaków co sezon?”. Najczęstszą odpowiedzią pytającego po usłyszeniu rozwiązania jest załamanie rąk i stwierdzenie z pierwszego zdania. Nie będzie inwestował, bo to zawracanie głowy, bo pieniądze, bo trzeba jeździć do weterynarza, a na to czasu i pieniędzy nie ma. Większości z nich nawet nie chce zwrócić się z pytaniem do gminy, która jest zobligowana do udzielania informacji na temat kastracji finansowanych przez urząd wojewódzki (odpowiednio urząd powiatowy jest zobligowany do przekazania informacji o tym jakie gabinety refundują zabiegi). Naprawdę warto czasem porozmawiać, pomęczyć. A nuż widelec zmienią swoje podejście i zechcą zwrócić uwagę na pojawiający się problem bezdomności i niechcianych kociaków?

“Bo maluchy są przecież takie słodkie!”

Kolejny argument, który jest wielokrotnie przytaczany w dyskusjach. Mam wrażenie, że zachwycając się kociętami, ludzie zapominają o konsekwencjach ciąży u kotki. Krycie również nie jest przyjemne – owulację powoduje bodziec bólowy, a bardzo często po kryciu kocur dostaje manto takie, że latające futro to pikuś. Jeśli wasz kocur wychodził i wracał w stanie mocnego sponiewierania to nie tylko ze względu na bójki o terytorium – mógł również oberwać od marcującej kotki. Notorycznie powtarzanym kontrargumentem jest tu zazwyczaj “To tylko kot, a kociaki i tak są słodkie”. Dlaczego na świat mają przyjść kolejne kocięta, które nie wiadomo jak skończą? Schroniska i tak już są przepełnione. Jeśli taka osoba nadal upiera się przy swoich argumentach to można ją zabrać na wizytę do najbliższego schroniska lub pokazać jej zdjęcia z interwencji, gdzie główną rolę grały kociaki w ciężkim stanie.

“Bo dziecko chciało maluchy…”

To też jeden z argumentów, który najczęściej jeży włos na głowie. Ciąża u kota bądź psa nie jest zaskoczeniem i nagłym pojawieniem się brzucha. Jest to szereg zmian, który powoduje zmiany w funkcjonowaniu organizmu, a co za tym idzie może prowadzić do komplikacji oraz zwiększa ryzyko ewentualnego niepowodzenia w akcji porodowej. Czy chcielibyście aby Wasz ulubieniec (jeśli faktycznie traktujecie swojego pupila jak na zwierzaka przystało) przechodził przez wszelkie trudności, które wynikną nieprawidłowego przebiegu ciąży i porodu? Nie należy ulegać kaprysom dziecka, które i tak po kilku tygodniach prawdopodobnego męczenia maluchów (o ile na to pozwolicie) znudzi się nimi, przysłowiowo rzuci je w kąt i zajmie się inną zabawką. A odpowiedzialność za to nowe życie i za późniejszy nowy dom spada na ciebie i resztę starszych i dorosłych domowników. Warto?

“Nie będę im robił/ robiła krzywdy. To nie ludzkie!”

Kot czy pies nie myślą w takich kategoriach jak ludzie. Dopóki nie zadziała popęd seksualny (bądźmy dorośli, nazwijmy rzecz po imieniu) to nawet nie będzie miał pojęcia, że coś takiego jak krycie i ciąża w ogóle istnieje. Wycięte kotki również będą spokojniejsze oraz nie popadną w permanentną rujkę. Kotki nie mają poczucia niespełnienia w macierzyństwie i nie tęsknią za maluchami – jak już wcześniej wspomniałam jest to jeden z elementów antropomorfizacji zwierząt – nadmierne uczłowieczanie nie jest zdrowe zarówno dla nas jak i dla naszych pupili. To my myślimy za nie i nasze decyzje powinny być racjonalne względem ich dobrobytu i zdrowia.

“Nie chcę patrzeć jak mój kot cierpi po zabiegu…! Wolę mu dać jednorazowo zastrzyk i mam spokój na pół roku…!”

Za to bardzo ludzkie jest podawanie zastrzyków hormonalnych lub takowych tabletek. A potem patrz i cierp razem z zwierzakiem i płacz, że kocica bądź suka ma całą listwę mleczną sponiewieraną guzami raka złośliwego. Nie rzadko też pojawiają się przerzuty, w tym i do mózgu, który jest wrażliwą tkanką. Guz w tym miejscu to ryzyko zmiany zachowania kota w stronę agresywną. Nie mylicie się – jeśli macie niewyciętego kota, a z dnia na dzień zrobił się agresywny i atakuje nie tylko Was, ale i gości przychodzących do domu to jest to znak, że może coś się dziać w jego organizmie. A można tego było uniknąć gdyby zwierzak były wykastrowany…

Hormony to też dodatkowy dochód dla kliniki weterynaryjnej, która zdecydowała się na podawanie takiego środka. Nie lepiej raz, a porządnie zrobić zabieg i nie generować dodatkowych kosztów dla portfela? Ponadto hormony to paskudne środki, które mocno ingerują w gospodarkę hormonalną zwierzęcia (i naszą także, jeśli je stosujemy na co dzień u siebie) i powodują nieodwracalne zmiany, które mogą doprowadzić do agresywnego raka z szybko postępującymi przerzutami bądź ropomacicza, które może mieć katastrofalne konsekwencje. Policzcie sobie. Taki zastrzyk to mniej więcej 60,00 zł co pół roku. Razy 2 to już 120 zł. 2 lata to 240,00 zł. Kastracja zazwyczaj właśnie tyle kosztuje (bądź mniej, w zależności od regionu), ale jednorazowo. I co jest bardziej opłacalne? Jednorazowy zabieg czy kosztowne hormony co pół roku przez całe, kilkunastoletnie życie zwierzaka?

 

“Nie będę uśmiercać już poczętego życia!”

Koty zostały udomowione ponad 9500 lat temu by pomóc ludziom w walce z gryzoniami. Jednak cywilizacja poszła na tyle do przodu, że my możemy kontrolować ich populację. Każdy kolejny niechciany miot jest w tym momencie zatraconą szansą na dom dla tych, które już kilka miesięcy czekają w schroniskach bądź domach tymczasowych. Chcecie mieć kociaka bądź młodego kota? Warto wybrać się do DT lub fundacji. Może ten kot, który czeka na dom bardzo długo złapie Was za serce i zostanie Waszym pupilem?

Dlatego nawet jeśli ciąża jest wysoka – wykastruj. Kotka będzie szczęśliwsza, nie będzie rozpamiętywać jak człowiek. Ona nie wie, że będzie matką i nie celebruje tego jak niektóre z nas. Ponadto mitem jest, że kotki czy suki powinny mieć miot chociaż raz w życiu, bo nie będą spełnione – one nie myślą tak jak ludzie i nie będą czuły żalu za brakiem macierzyństwa.

 

“To przecież kocur! Nie zajdzie w ciążę!”

No tak, jak ma się kocura to po co kastrować? W tym przypadku niestety takie osoby przyczyniają się do wzrostu populacji kociąt. Ma to miejsce szczególnie na wsiach (gdzie wiadomo jak zazwyczaj kończą kociaki tuż po urodzeniu) i w miastach, w regionach, w którym ludzie aż nazbyt chętnie podrzucają koty karmicielom. Nie wspomnę już o wyżej przytaczanych zachciankach związanych z maluchami (patrz: argument nr 3 i 4), gdzie często właściciel takiego kocura z chęcią przyjmuje kotki na krycie by zaspokoić rozbuchane hormony i popęd u kocura.

Dodatkowo można wspomnieć, że wycięty kocur to spokojniejszy temperament, większe przywiązanie do opiekuna oraz mniejsze zmartwienie o zalanie moczem mieszkania. Dotyczy to nie tylko kocurów, ale i kotek w rui, które również znaczą teren w trakcie burzy hormonalnej.

 

“Jak wykastruję kota to stanie się leniwy i przytyje! Nie chcę mieć kaleki emocjonalnej!”

Dokładnie taki argument usłyszałam w rozmowie “face to face” od osoby, która podaje się za miłośnika zwierząt. Co ciekawe to zdanie często pojawia się również na grupach w social mediach. Wykastrowany kocur (szczególnie przy wczesnej kastracji) to brak kłopotów z zapachem w domu i znaczeniem terenu. Ponadto po uspokojeniu hormonów stanie się bardziej uczuciowy w kierunku opiekunów oraz nie wyrywa się w stronę dworu a to tylko początek zmian na lepsze. Czyż nie lepiej by nasz mruczek nie wracał do domu poszarpany i nie był narażony na infekcje związane z zapaskudzeniem ran?


Fot. Nerdgirl1993

10. “BO TAK…!”
Brak jakichkolwiek racjonalnych argumentów lub po prostu powtarzanie wszystkich powyższych bez przemyślenia tematu. Bo tak na grupie na fejsuniu powiedzieli, bo tak na forum napisali, bo wet tak doradził, by nie wycinać, a jeszcze lepiej by nie wycinać dopóki nie będzie młodych… Niestety na mniej rozwiniętych regionach Polski można natknąć się jeszcze na wetów, którzy mówią o “spełnieniu macierzyńskim” kota lub psa lub są mocno przeciwni wczesnej kastracji. I niestety w ten sposób przyczyniają się do zwiększenia liczebności zwierząt w schroniskach, zakopanych żywcem czy po prostu wyrzuconych na ulicę…

 

A czy Wam udało się przekonać kogoś rozmową do kastracji swojego zwierzaka?

 

Tekst: Justyna Królak