Domy tymczasowe w służbie kotom

Photo Credit: Toki.Photos via Compfight cc

Po raz pierwszy zetknęłam się z pojęciem „dom tymczasowy” kilka lat temu i była to dla mnie zupełna nowość. Słyszałam o schroniskach, azylach, fundacjach, ale nie o domach tymczasowych. Na początku nie byłam zainteresowana tym tematem, wzięcie kota na jakiś czas i oddanie go komuś wychuchanego i (już) pokochanego wydawało mi się czymś surrealistycznym. Po co miałabym robić krzywdę kotu i sobie? Mało wtedy wiedziałam, żałuję, że nikt wcześniej nie wyjaśnił mi szczegółowiej na czym taka działalność polega. Dopiero słowa jednej z wolontariuszek tak mi utkwiły w pamięci, że kilka dni później miałam już u siebie pierwszą „tymczaskę”. Przeważały argumenty na „nie”, szczególnie jeden- brak warunków, małe mieszkanie. Dziewczyna zapytała mnie wtedy: „Lepsze małe mieszkanie czy mała klatka?”. I tak pojawiła się Iga, a potem kolejne.

 

Dom tymczasowy to cudowna alternatywa dla przepełnionych schronisk czy azyli. Koty to bardzo wrażliwe zwierzęta, które bardzo trudno adaptują się w takich warunkach. Nierzadko zapadają na choroby, albo zwyczajnie poddają się i już nawet nie proszą o dom. Jestem zdania, że każdy kto ma w sobie choć trochę empatii i kocha koty będzie dobrym domem tymczasowym. Nie jest to łatwe zadanie, ale przynosi wiele satysfakcji, bo nic nie cieszy bardziej, jak świadomość, że nasz podopieczny zyskał nowy dom i oddanych ludzi.

 

Jeśli zdecydujemy się na taką pomoc, powinniśmy skontaktować się ze schroniskiem, fundacją czy organizacją pomagającą kotom. Czasami wymagane jest podpisanie umowy na bycie takim domem tymczasowym, powinien nam także zostać przydzielony opiekun, który przeprowadzi nas przez cały proces i będzie nas wspierał w tej działalności. Organizacje przeważnie oferują wyprawki dla naszych przyszłych podopiecznych i niezbędną pomoc weterynarza, jeśli zachodzi taka potrzeba. Naszym zadaniem będzie-mówiąc oględnie-przygotowanie kota do adopcji, a więc poznanie jego charakteru, stworzenie mu atrakcyjnej oferty adopcyjnej i szukanie domu.

 

Przede wszystkim musimy zastanowić się, czy przyjmiemy pod swój dach jednego kota, czy może na przykład rodzeństwo. Jaki powinien być wiek podopiecznego, stan zdrowia, czy podołamy, jeśli kot będzie wymagał dłuższego leczenia? Początkującym osobom polecałabym przygarnięcie pod swój tymczasowy dach kotka młodego, nie wymagającego skomplikowanego leczenia. Będzie to dobry początek dla mniej doświadczonych osób. Młode i zdrowe zwierzaki znajdują dom przeważnie dość szybko, jest to kwestia kilku dni, tygodni. Wiele zależy od tego jaką ofertę adopcyjna stworzymy. Musi ona w dokładny sposób opisywać zachowanie naszego podopiecznego, jego charakter, co lubi, a czego nie, powinniśmy także zawrzeć kilka słów o jego stanie zdrowia. Jeśli fundacja, która wydała nam kota wymaga podpisania przez adoptujących umowy adopcyjnej, to taka informacja też powinna znaleźć się w ogłoszeniu. Nie należy niczego zatajać, bo w tym przypadku szczerość jest podstawą sukcesu. Jeśli mamy cały opis podopiecznego, musimy dołączyć do niego kilka zdjęć, które muszą być wyraźne, dobrze skadrowane, przedstawiające kota w różnych pozycjach. Jeśli mamy gotowe oferty adopcyjne, to należy je umieścić na popularnych portalach ogłoszeniowych, dobrym pomysłem jest także szukanie domu wśród znajomych.

 

Jeśli już zgłosi się do nas osoba zainteresowana kotem, będziemy musieli z nią porozmawiać i zadać wiele pytań. Niektóre domy tymczasowe wysyłają do takich osób szczegółowe ankiety, w których zawarte są istotne dla nas kwestie, np. stosunek do sterylizacji/kastracji, stosunek domowników do nowego zwierzęcia w domu, motywy adopcji, czy w domu są inne zwierzęta, czy nikt z domowników nie ma alergii (alergie to bardzo częsty powód oddawania kotów po kilku miesiącach), możliwość zabezpieczenia drzwi/okien w domu, czy cokolwiek innego, co wyda nam się istotne.

 

Spotkanie z osobą chętną adoptować naszego podopiecznego może odbyć się u nas w domu, na terenie, na którym kot czuje się swobodnie. Jeśli wszystko przebiegnie tak, jakbyśmy tego chcieli, jedziemy na wizytę przed-adopcyjną, która da nam ostateczną odpowiedź, czy ten dom jest odpowiedni. Jakich osób należy unikać? Nigdy nie umawiałam się z osobami, które z różnych względów budziły we mnie wątpliwości, w końcu byłam odpowiedzialna za moich podopiecznych. Starałam się unikać osób, które ogólnikowo odpowiadały na moje pytania, zamiast imienia czy nazwiska od razu pytały o adres, pod który mają przyjechać po kota, chciały zabawkę dla dziecka, były przeciwnikami sterylizacji czy kastracji, albo zwyczajnie chciały kota na „już”. Wybierałam osoby, z którymi mogłam na spokojnie porozmawiać, które były otwarte i nie miały nic do ukrycia.

 

Doskonale pamiętam każdą osobę, której oddawałam kota. Zawsze było mi smutno, ale jednocześnie wiedziałam, że to jest właśnie ten dom. Moja pierwsza tymczaska – Iga, zamieszkała z emerytowaną przedszkolanką i jej dorosłą wnuczką. Odwiedziłam je po kilku dniach. Iga wytarzała się w węglu i czarna jak smoła biegała po meblach, a starsza pani śmiała się do rozpuku. Idze wolno było wszystko. Wyjadła starszej pani z talerza, wieszała się na kablu od telefonu, kiedy pani rozmawiała z sąsiadką, zrzucała przedmioty z półek. Wszystko co robiła, było aprobowane przez starsza panią i jej wnuczkę. Iga wniosła do życia starszej pani wiele radości, nawet wnuczka zauważyła, że babcia częściej się uśmiecha. Nie maiłam wątpliwości, że Iga trafiła na swój dom. Kilka miesięcy potem dostałam zdjęcie Igi- wypasionej dostojnej kotki.

 

Kolejna była Cecylia. Miała pół roku, ale wyglądała może na 3 miesiące. Wymagała leczenia, nie była specjalnie urodziwa, potrzebowała diety. I znalazł się On. Zadzwonił, porozmawialiśmy, bardzo chciał poznać Cecylię. Całe spotkanie przebiegało w bardzo miłej atmosferze, Cecylia wyłożyła się jak długa na kanapie, a jej przyszły opiekun siedział na podłodze, żeby jej nie obudzić. Dodatkowo przekonał mnie do siebie tym, że poprosił o kilka dni, żeby móc skompletować całą wyprawkę do końca, zakupić odpowiednią karmę dla kotki. Widziałam, że mu zależy, że Cecylia ujęła go za serce, ale chyba chciał też mimo wszystko dać mi trochę czasu na pożegnanie.

 

Podobnie było z innymi kotami. Najdłużej była u mnie Isia, którą przyniosłam do domu prosto z piwnicy, do której była podrzucona. Był już wieczór, było ciemno, więc słabo widziałam, co zabieram. W domu aż zrobiło mi się słabo. Ostrożnie postawiłam ją na ziemi, wyciągnęłam z motka starego ręcznika, w który była owinięta. Miała może z 5 tygodni, była brudna, oczy i nos przykrywała warstwa zaschniętej ropy, w uchu siedział wielki kleszcz. Po oględzinach okazało się, że mała ma wyjątkowo bogate „życie wewnętrzne”, mocno nasilony koci katar, świerzbowca i grzybicę. Pomimo tego bardzo chciała żyć i pokochała nas od samego początku. Długo walczyliśmy o jej zdrowie, była u nas przez ponad 2 miesiące. Trafiła do domu z inna kotką. Tym razem płakali oni, ja rozbeczałam się później. Byłam pewna.

 

Kilka miesięcy później przygarnęłam piątkę 16-dniowych kociaków, a wtedy już mieszkała z nami nasza rezydentka. Miałam godzinę czasu na decyzję, ta godzina miała stanowić o ich życiu. „Nie” nie przeszłoby mi przez gardło. Czekał nas bardzo pracowity miesiąc, nieprzespane noce, mnóstwo łez, bo kociaki bardzo chorowały, finansowo popłynęliśmy (wsparcie się skończyło). Ale i ta historia miała szczęśliwy finał. Kociaki znalazły domy, za wyjątkiem jednej kotki, która miała poważną wadę serca. Jeden został upatrzony przez naszą kotkę i został. Przekonaliśmy się na kogo z przyjaciół w tak ciężkiej sytuacji możemy liczyć, na kogo nie. I, że możemy więcej niż nam się wydaje.

 

Tak naprawę domu tymczasowego potrzebuje każdy kot, który przekroczył bramę schroniska. Szczególnie ten, które nie jest już słodki i malutki, może nie do końca sprawny. Wtedy trzeba w takim kocie znaleźć coś, co sprawi, że ktoś się w nim zakocha, a jestem przekonana, że w każdym jest potencjał. Może znalezienie domu potrwa dłużej, ale nasza rola w tym jest bezcenna, bo dla niego to szansa na drugie życie.

 

Podsumowując: domem tymczasowym może zostać każdy, kto kocha zwierzęta. Nie należy się skupiać na myśleniu „jak ja go potem oddam” tylko „znajdę mu świetny dom”. Musimy zastanowić się, jakiego kota możemy przyjąć pod swój dach, to znaczy w jakim wieku, stanie zdrowia. Należy mieć świadomość, że niektóre adopcje trwają bardzo długo. Ważne jest także, żeby zaufać swojej intuicji przy szukaniu odpowiedniego domu. Do samego końca jesteśmy odpowiedzialni za naszego podopiecznego, jeśli mamy choć cień wątpliwości, lepiej wstrzymać się z wydaniem kociaka do domu, niż żałować. I nie ukrywam, trzeba być odpornym na krytykę, bo odrzucone domy stałe maja zwykle więcej do powiedzenia o nas, naszym zawodzie i zawodzie pięciu pokoleń wstecz, niż o sobie Jeśli potraktujemy to jako formę pomocy kotom, które nie miały szczęścia w swoim życiu, to wyniesiemy z tego wiele pozytywnych emocji. Znalezienie cudownego domu naszemu podopiecznemu, to szansa na wyciągnięcie kolejnej biedy „na tymczas”.

 

Tekst: Weronika Wrońska

Skomentuj artykuł: