Franken Prey – kocia dieta w zgodzie z naturą

UWAGA!

Franken Prey jest jedną z opcji żywienia i nie jest elementem obowiązkowym w diecie kota. Jeśli artykuł jest dla ciebie zbyt hardkorowy – omiń go i nie czytaj. To tylko dodatkowy wariant, który możemy wykorzystać w żywieniu naszych pupili.

 


Fot. Marysia Budzyk

Franken prey, jak sama nazwa mówi jest to dieta, która ma stworzyć całego zwierzaka z różnych jego części, czyli tzw. frankenstein’a. Różni się ona od typowej diety BARF tym, że praktycznie nie stosujemy kalkulatora i suplementów z wyjątkiem tauryny, kwasów omega 3 i jeżeli nie używamy kości to jakiegoś suplementu wapnia. Przy tej diecie jednak pojawia się więcej trudności niż przy normalnych barfnych mieszankach.

 

Przede wszystkim:

  • Należy zdobyć zdecydowanie większą wiedzę, nie tylko musimy umieć rozpoznać tłustość mieszanki, ale i orientować się w zakresie posiadanych mikro i makro elementów. Bardzo ważne jest znanie właściwych proporcji tuszy, czyli np. na 10kg mięsa nie podamy 400g samego mózgu, wtedy nie jest to już Franken Prey. Podstawa anatomii, musimy wiedzieć jak wygląda pęcherz, macica, trzustka, śledziona, tarczyca, w jakich miejscach je znaleźć i jak wykroić.

  • Większa zamrażarka, zdecydowanie większa zamrażarka. Problemem jest to, że najczęściej i najłatwiej jest kupić całe tusze zwierząt. Jeżeli ograniczamy się do królików i małego drobiu to nie ma problemu. Jednak jak kupujemy całe cielęta, krowy, barany czy konie to potrzebujemy dużo miejsca.

  • Źródła, to chyba największa trudność. Wiele osób nie ma dobrych dojść w postaci rolników, chłopów czy nawet nie ma dobrych relacji z panem z masarni czy rzeźni. Przy FP podstawa to wyposażyć się w dobrą wódkę, nauczyć się podstaw negocjacji i znaleźć chwile czasu na dobrą rozmowę. Jak już uda nam się ugrać dobre ceny i pakiet wszystkich podrobów albo całych tusz niepatroszonych to nasi dostawcy będą o nas pamiętać nawet w święta, żeby życzenia sobie złożyć. Jeżeli jednak ktoś ma skrawek ziemi zawsze będę polecała własną hodowle, nie jest może najtańsza, ale daje gwarancje jakości.

  • Sprzęt, nie obejdzie się tutaj bez dobrego noża do trybowania kości, siekiery, jak ktoś potrzebuje to maszynki do mielenia, jakiś tasak też jest wskazany. Podzielenie całej krowy wymaga też miejsca, w pojedynkę też trudno to zrobić. Przydaje się jakaś pomoc, która chociażby potrzyma niektóre partie tuszy.

  • Obrzydzenie… wiele osób ma problem z krojeniem mięsa, a co dopiero, żeby pokroić mózg, śledzionę, dolać świeżej krwi, wyciągnąć jelita czy wyczyścić żołądek. Dla mnie najtrudniejsze było zawsze przełupanie głowy, która była nieoskórowana. Z czasem jednak moi dostawcy nauczyli się sami to robić i jestem im za to wdzięczna. Jeżeli jednak chodzi o zwierzęta, które są hodowane u mnie staram się przełamać swój opór. Jak już wyciągnę mózg, oczy i ozór to na wtedy wszelkie uprzedzenia znikają.

 

Fot. Marysia Budzyk

Franken prey jest dobry i dla kotów, które mają problemy nerkowe. Dlaczego? Dlatego, że ilość podrobów tak naprawdę nigdy nie przekroczy nawet 15% całej mieszanki, a ja podaję jako źródło wapnia węglan wapnia. Dlatego nigdy nie boję się o wyniki jonogramu, zawsze są w jak najlepszym porządku. Jedyna trudność polega na tym, że można w łatwy sposób przesadzić z żelazem. Do niektórych mięs jak już wrzucę śledzionę to nie dolewam już krwi, takimi mięsami zawsze będzie królik czy dziczyzna. Jest to dieta najbliższa naturze, podobnie jak whole prey, jej plusem jest to, że możemy mieć tutaj jednak większą różnorodność i możemy darować sobie kości, pióra i skórę z futrem. Wiele kotów po prostu nie lubi suplementów typu algi, hemoglobina, drożdże, tran, sól, itp. Wtedy ten typ diety sprawdza się idealnie o ile kot w ogóle lubi mięso.

 

Polecam kupowanie całych tusz, zacząć od czegoś średniej wielkości. Jak będzie za małe możecie przeoczyć niektóre podroby, a jak będzie za duże może to niektóre osoby przerosnąć na początek. Przykładowo, kupujemy całą kozę, jest ona oskórowana, głowę dostajemy w odrębnej siatce i krew w słoiku. Jeśli nie została wypatroszona to odbieramy ją chwile po jej uboju – nie wolno trzymać całej tuszy niepatroszonej zbyt długo! Bierzemy kozę na stół albo na podłogę (jej waga to przeważnie do 20kg z podrobami). Rozcinamy brzuch i ostrożnie wyjmujemy jelita wraz z żołądkiem, polecam to robić jednak na dworze jak ktoś ma możliwość. Uważamy, aby nie uszkodzić pęcherza i w ogóle czegokolwiek, niezbyt przyjemny jest zapach jak niechcący naruszy się jelita. Przy kotach jelita i żwacz kozi są niepotrzebne, można je od razu wywalić. Patrzymy jednak i poszukujemy śledziony, trzustki, macicy, bo zakładam, że podroby typu nerki, serce, wątroba znajdziecie bez problemu. Jak już się wszystko wyciągnie to kozę można odstawić, żeby mięso stężało. Później ją porcjujemy i wykrawamy mięso z kości, pamiętajmy o głowie oczywiście! Z głowy trzeba wyciągnąć najcenniejszy w świecie mózg, warto pamiętać o oczach (są jedynym źródłem luteiny u mięsożerców!) oraz o ozorze. Podroby można skroić lub zmielić, zależy od potrzeb kocich bądź właściciela i mieszamy z mięsem. Dodajemy taurynę zgodnie z klasyczną sztuką, 2g na 1kg mięsa i dowolny wapń, ja jeszcze dodaję bezpośrednio żółtka jaj, najczęściej są to gęsie bądź kacze. Pakujemy zgodnie z zasadą 25g mięsa na 1kg masy ciała kota, chyba że akurat nasz pupil ma większe bądź mniejsze zapotrzebowanie i codziennie rozmrażamy. W zależności od wagi kota powtarzamy czynność raz w miesiącu bądź ze dwa z rozbiorem tuszy.

 

Ogromną zaletą tej diety jest jej naturalność i fakt, że głównie mięso, które będziemy podawać jednak chcąc nie chcąc będzie ekologiczne. Dzięki temu i mózgom możemy sobie darować kwasy omega 3, jednak ja zawsze polecam dolewać trochę oleju z łososia albo kryla. Taka dieta cenowo też bardzo fajnie wygląda, ja płace np. za barana 10zł/kg, baran bez podrobów waży w okolicach 20kg, a podroby zawsze mam za darmo wraz z głową i krwią. Przy dużym kocie (9 kilogramów) płacić na dzień w okolicy 3zł! Jednak trzeba mieć na uwadze, że nie zawsze trafimy na rzetelnych i dobrych dostawców. Często znajdziemy zwykłych naciągaczy, którzy będą sobie życzyć naprawdę niebagatelne sumy za mięso, które nie będzie najlepszej jakości. Ja nigdy na początku nie przyznaję się w ogóle, że to jest mięso dla kota. Mój najlepszy dostawca dopiero po czterech latach dowiedział się, że tak naprawdę wszystko zjada kot. Musimy nieco zorientować się w cenach rynkowych, dowiedzieć się jakie zwierzęta i na co trzeba badać, żeby mieć bezpieczne mięso, a do tego trzeba wiedzieć jaki dany zwierz powinien mieć kolor mięsa, jaki powinien być tłuszcz, jak wyglądają zdrowe podroby i w jakim wieku mniej więcej może być. Tak naprawdę trzeba się stać po prostu prawdziwym patologiem!

Przykładowe ceny mięs: baranina 14zł/kg, koźlina 16zł/kg, wołowina 17zł/kg, cielęcina 19zł/kg, królik 17zł/kg, kaczka 30-60zł/szt, gęś 90-200zł/szt, daniel 20zł/kg… To są ceny mięs eko, które są chyba najbardziej popularne, ale to już bardzo indywidualna sprawa kto i ile wywalczy.

 

Kończąc tak optymistycznie zaznaczę, że nie ma gotowych przepisów przy FP, bo każda tusza i każdy zwierz jest inny. Zasady są proste o ile już poznamy całkiem anatomię i stanie się to dla nas oczywiste. Wtedy naprawdę nie ma dużo zachodu i strachu, nie trzeba się bać, że mieszanki mają czegoś za dużo, czy za mało, jest tak jak natura tego chciała.


Tekst i zdjęcia: Marysia Budzyk