Jak unikać „złych adopcji”- przewodnik – część I

Photo Credit: Attolrahc Flickr via Compfight cc

Bycie domem tymczasowym, o czym pisałam w ostatnim numerze, daje nie tylko wiele satysfakcji z samego faktu pomagania, ale wiąże się przede wszystkim z ogromną odpowiedzialnością. Parafrazując Małego Księcia: „Jesteś odpowiedzialny za to, co tymczasowałeś”. Pod opiekę tymczasowych opiekunów trafiają zwierzęta w różnym wieku, z różnymi problemami – zdrowotnymi, a także niestety, behawioralnymi. Piszę „niestety”, ponieważ o ile większość przypadłości fizycznych wystarczy odpowiednio dobrana kuracja, to na problemy z kocią psychiką potrzeba czegoś znacznie więcej – przede wszystkim doświadczenia, miłości i morza cierpliwości.

 

Koty są zwierzętami wyjątkowo wrażliwymi na urazy psychiczne, wydaje mi się, że znacznie bardziej niż na urazy fizyczne. O ile bardzo często są w stanie znakomicie markować dolegliwości zdrowotne i ból, to znacznie gorzej sobie radzą z cierpieniem psychicznym. Wbrew temu co mówią osoby, które powielają stereotypy (błędne, a jakże!), że koty nie przywiązują się do ludzi, jedynie do miejsca, to te zwierzęta naprawdę bardzo cierpią z powodu porzucenia, odrzucenia czy śmierci ukochanego opiekuna. Szczególnie dotyczy to kotów, które wiele lat spędziły w jednym domu, kochane przez jednego człowieka. Depresja naprawdę jest poważnym problemem, który dotyka wiele z tych delikatnych zwierząt i wymaga ogromnego wyczucia w kwestii postępowania.

 

Niedawno pod opiekę polickiego TOZ trafiła porzucona w gabinecie weterynaryjnym młoda kotka. Przez pierwsze kilka dni wydawało się, że to beznadziejny przypadek – Walentyna atakowała każdego, kto zbliżył się do niej choćby na krok. Atak następował szybko, bardzo brutalnie i właściwie bez ostrzeżenia. Nie było kładzenia uszu po sobie, buczenia, walenia ogonem na boki. Ciekawe było jednak to, że po każdym takim ataku, koteczka natychmiast uciekała w róg pomieszczenia i kuliła się ze strachu. Pewne jest, że w poprzednim miejscu zamieszkania, bo domem nie jestem w stanie tego miejsca nazwać, była wyjątkowo źle i brutalnie traktowana. Miałyśmy do wyboru leki uspakajające, ale nie chciałyśmy od razu faszerować Walentyny chemią. Metodą małych kroków, w stosunkowo niewielkim czasie, kotka zaczęła się otwierać, nabierać zaufania w krótkim czasie, kotka zaczęła się otwierać, nabierać zaufania, rozumieć, że ręka głaszcze, a nie bije. W tej chwili Walusia to przytulanka jakich mało, niesamowicie, biorąc pod uwagę jej przejścia, otwarta na ludzi, inne koty i… psy!

 

Odeszłam nieco od meritum tematu, ale zależało mi na pokazaniu wrażliwości tych zwierząt. Zakładając, że nasz podopieczny jest już zdrowy, stabilny emocjonalni i gotowy na swój stały dom, powinniśmy stworzyć mu atrakcyjną ofertę adopcyjną. Taka oferta powinna zawierać wyraźne zdjęcia przedstawiające sylwetkę kota, oddające jego charakter i dokładny opis, w którym nie powinniśmy zatajać żadnych znanych nam informacji (np. takich, że kot nie akceptuje innych kotów/dzieci/psów, ma tendencję do niszczenia mebli, czy cokolwiek, co w przyszłości może spowodować zwrot). Musimy być szczerzy, ale jednocześnie zachęcić do adopcji.

 

Właściwie, brzydko mówiąc, chcemy „sprzedać” kota, dlatego też owy opis powinien być atrakcyjny Na odpowiedni dom możemy czekać nawet kilka miesięcy, tutaj ogromne znaczenie ma wiek kota, jego wygląd i charakter, a także choroby, które przechodził i ewentualne problemy, które mogą się znowu pojawić. Nim to nastąpi możemy spotkać się z wieloma sytuacjami, które wytrącą nas z równowagi i zaburzą wiarę w drugiego człowieka. Na takie sytuacje należy się przygotować, bo niestety w większości sytuacji 10 głębokich wdechów to za mało…

 

Tekst: Weronika Wrońska

Skomentuj artykuł: