Jeden kot? A może trzy? – jak dokocić się bez łapoczynów?

Photo Credit: Shandaras Flickr via Compfight cc Foto przykładowe.

Dla niektórych osób, które dopiero zaczynają przygodę z kotami, zaadoptowanie więcej niż jednego jest abstrakcją. Nie wiem dlaczego, ale pokutuje myślenie, że to dwa razy większe wydatki i podwójny kłopot. Zwiększają się koszty szczepień, żwirku, ale jedzenia-niekoniecznie. Każdy kot ma swój gust i odkąd mam więcej niż jednego kota, nie zostają żadne resztki.

 

Słyszałam też argumenty, że mieszkanie jest za małe. W większości przypadków jest to mocno przesadzone stwierdzenie. Wystarczy poznać nieco psychikę kotów, aby wiedzieć jak należy zorganizować przestrzeń kotom. W ich przypadku liczy się nie ilość metrów, ale jakość. Po przeprowadzce do nowego mieszkania, mniejszego niż poprzednie, zastanawiałam się długo nad przygarnięciem jakiejś biedy. Na początek pomyślałam o stworzeniu domu tymczasowego, ale jednak wydawało mi się, że 34 metry kwadratowe ograniczą kotu swobodę. Wolontariuszka szczecińskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami szybko zmieniła moje myślenie pytając: „Lepsza mała klatka czy 34 metry?”. Sprawa była oczywista.

 

Fot. Autor nieznany. Foto przykładowe.

Jeden kot jest trafnym wyborem, ale jedynie dla osoby, która będzie w stanie poświęcić mu mnóstwo czasu, organizować rozrywki i dbać o to, żeby się nie nudził. Na dłuższą metę człowiek to jednak nie jest dobry kompan do wszystkich kocich zabaw. Sprawdziłam to na sobie.

 

Enola trafiła do nas jako półroczna kotka i przez cztery kolejne miesiące żyła jako jedynaczka. Wtedy nie pracowałam, więc byłam w stanie poświęcić jej wiele czasu. Czasami jednak próbując zachęcić ją do nowej zabawy patrzyła na mnie zdegustowana jakby mówiła „nie znasz się”. Potem zaczęłam pracę, a Enola zwyczajnie się nudziła czekając na mnie lub na męża. Kilka razy wracając z pracy cofnęłam się w progu czy to oby na pewno moje mieszkanie. Kocia wyobraźnia w temacie psot nie zna granic. To był dla nas sygnał, że pora na kocie towarzystwo. I wtedy pojawił się Stanisław (w drugim numerze Felins pisałam, jak przebiegało dokacanie). O dziwo, skończyło się ściąganie firanek, skakanie po telewizorze i różne inne rzeczy, których wolę nie pamiętać.

 

Doszliśmy do wniosku, że skoro koty są dwa, należy zadbać o ich kocią osobistą przestrzeń. Do tamtej pory koty miały swobodny dostęp do wszystkich zakamarków, nikt ich nie gonił ze stołu, jeśli akurat ucinały sobie na nim drzemkę, w końcu to ich święte kocie prawo. Przemeblowaliśmy mieszkanie tak, żeby koty miały swobodę dostępu na górę szafy. Akurat tym bardziej zainteresowana była Enola, która zdecydowanie jest kotem „nadrzewnym”, Stanisław wolał ograniczyć się do niższych miejsc. Przy szafie postawiliśmy wysoki do samego sufitu drapak, skąd mogły obserwować większą cześć mieszkania. Z drapaka z kolei jest jeden koci skok na kuchenny barek, skąd można witać gości.

 

Przy niewielkim metrażu dodatkowymi metrami może być wszystko- łącznie z zawieszonymi na ścianach półkami. Dla kotów liczą się także kryjówki, do których dostęp będą miały tylko one. W razie potrzeby mogą się tam schronić i odpocząć od spania, ucinając sobie krótką…drzemkę. Ważne jest też to, że jeśli mamy balkon, koty także powinny mieć do niego dostęp. Balkon musi być zabezpieczony odpowiednią siatką, odporną na koty i warunki atmosferyczne. Może to być siatka wzmacniana drutem, lub nie, lub nawet sieć rybacka. Dla kotów takie miejsce to frajda, szczególnie jeśli na balkonie będą atrakcyjne z ich punku widzenia przedmioty- na przykład kuwetka z morskim piaskiem, wielki kołek, na którym można się wyciągnąć, czy miłe legowisko w słonecznej plamie. W tej chwili mieszkam z trzema kotami, ciągle staram się powiększyć ich przestrzeń na ile to możliwe. Wystarczy odrobina wyobraźni, a dzięki temu i mieszkanie może zyskać ciekawy wygląd.

 

Czasami miłość do kotów jest tak wielka, że opiekunowie decydują się dać dom, nie trzem, ale pięciu i więcej kotom. Według mnie nie jest to nic złego o ile potrzeby każdego kota będą regularnie zaspokajane. Należy pamiętać, że stado składa się z różnych osobników, każdy z nich jest indywiduum i ma inny charakter czy wymagania. Jeśli wszystkie koty będą zadbane i szczęśliwe, a opiekun będzie dawał sobie radę z opieką nad nimi- to czemu nie.

 

Znam osobę, która zdecydowała się dać dom aż 11 kotom. Każdy z nich w jakiś sposób przeszedł traumę, są to koty po wypadkach, porzucone, które nie miały szansy na swój kąt, lub czekały na niego tak długo, aż straciły nadzieję. Teraz wszystkie są szczęśliwe, zadbane. Opiekunka dba o ich samopoczucie, regularne szczepienia i respektuje odmienne charaktery każdego z nich.

 

Niekiedy zdarza się, szczególnie w przypadku osób starszych, że cienka linia między świadomy „kocierzyństwem” a zwykłym zbieractwie zanika. Takie osoby przygarniają każdego zwierzaka, który stanie na ich drodze, nie patrząc na to, czy ich pomoc jest faktycznie niezbędna czy nie. Nie starają się znaleźć im domów, ponieważ uważają, że tylko oni sami są w stanie zadbać o te koty najlepiej. I tak właśnie rodzą się tragedie dziesiątek kotów. Warunki higieniczne to prawdziwa abstrakcja w przypadku zbieraczy, koty często niedojadają, zapadają na choroby wirusowe, a ilość kotów na metr kwadratowy przekracza wszelkie normy.

 

Z kotami jest jak ze wszystkim w życiu- trzeba zachować umiar z uwagi na dobro tych delikatnych stworzeń. Decydując się na przygarnięcie kota zastanówmy się, czy nie można od razu wziąć dwóch. Dla kota życie w pojedynkę może być równie ciężkie jak dla samotnej osoby. Przygarnięcie drugiego kota po pewnym czasie może okazać się trudniejsze niż na początku, bo kot wypracowuje swoje przyzwyczajenia i potrzeby, które w takim momencie zostaną zachwiane. Pamiętajmy, że dla kotów liczy się każda przestrzeń, do której mogą mieć dostęp, szczególnie ta nad podłogą. Koty to obserwatorzy, a ciężko jest mieć oko na cały dom skoro przeważnie sięgają człowiekowi do połowy łydki.

 

Ważne jest też to, że koty to zwierzęta stadne, bardzo towarzyskie, które nie lubią w większości przypadków być same. I najważniejsze- możemy mieć tyle kotów, na ile starczy nam siły, miłości i zdrowego rozsądku.

 

Tekst: Weronika Wrońska

Skomentuj artykuł: