“Jestem szczęśliwą posiadaczką 8 kocich łap….”

Fot. M.K.

Jestem szczęśliwą posiadaczką 8 kocich łap. Tusia miała 15 miesięcy, gdy w domu pojawił się drugi mały niesforny kociak, Finka. Rezydentka zareagowała agresywnie na nową towarzyszkę. Przez pierwsze dni mocno fukała, syczała, przeganiała małą w kąty. Stopniowo ataki malały, ale widząc ciągnące się w czasie antypatię i niezadowolenie Tusi zaczęliśmy zastanawiać się czy to był dobry pomysł. Kotka obraziła się na nas – unikała dotyku, a co dopiero pieszczot i zabaw z nami, mniej jadła i.. parę razy nasikała nam na łóżko (dwukrotnie na mnie, gdy spałam). Na początku nie połączyłam tego zachowania z dokoceniem. Udałam się do weterynarz, gdzie po wyeliminowaniu przyczyn zdrowotnych pani doktor zaleciła mi intensywną terapię pieszczotami nad Tusią. Mimo iż Tusia nie za bardzo z początku chciała, to co wieczór zamykałam się z Tusią w osobnym pokoju, kładłam ją sobie na kolanach i (niestety na początku na siłę) głaskałam mówiąc do niej; bawiłam się z nią nowymi zabawkami; przekupywałam przysmaczkami; wysypywałam kocimiętkę na podłogę.

 

Oswojenie i pierwsze wspólne zabawy pojawiły się po paru tygodniach, a widoczne wzajemne polubienie się zwierzaków po ponad 4 miesiącach. Do tej pory Tusia nie będzie jadła w tym samym czasie co Finka. Kotki aktualnie są ze sobą zżyte, choć jeśli mają spać na jednej kanapie, to w odpowiedniej odległości. Bardzo dużo się ze sobą bawią. Finka zabrana prosto od mamy traktuje Tusię ciągle jako przewodniczkę stada (prawie cały czas patrzy na reakcje Tusi, chodzi za nią, szuka z nią kontaktu). Dla Tusi z kolei to ja jestem „wodzem” (w oczach Finki to żaden ze mnie autorytet).

 

Moje kotki to dwie indywidualności –różnią się pewnymi upodobaniami. Tusia nie lubi ludzkiego jedzenia, Finka zje cokolwiek, by się jej podało. Tusia lubi spać z nami w łóżku, Finka nie. Tusia zawsze jest chętna do głaskania, Finka tylko wtedy, gdy jej się zachce. W zabawach Tusia zawsze inicjuje gonitwy i to ona zawsze jest uciekającym , a Finka goniącym.

 

Zdecydowanie polecam posiadanie dwóch kotów, choć trzeba być świadomym, że dokacanie może być trudnym i trochę trwającym procesem. Przez 16 lat miałam kocicę, która była jedynym zwierzęciem w moim rodzinnym mieszkaniu. Teraz po latach widzę, że była dość smutnym kotem, który wiecznie wyczekiwał aż ktoś przyjdzie, dużo spał, wyglądał przez okna i raczej snuł się po mieszkaniu. Całe jej życie z nami wyglądało jak czekanie na nas i przebywanie z nami. Dopiero teraz, gdy przygarnęłam 2 koty, mogę obserwować prawdziwą naturę tych zwierząt. To są koty pełne wigoru, które mają swoje własne sprawy, ich życie nie kręci się wokół nas. My jesteśmy tylko dodatkiem

 

Fot. M.K

Reakcja moich znajomych czy rodziny była raczej negatywna pomieszana ze zdziwieniem i oburzeniem. Słyszałam, że zdewastują mi mieszkanie (no niestety mając nawet jednego kota trzeba być świadomym, że kot niestety niszczy meble, przedmioty, dokumenty, nieraz ubrania), że w mieszkaniu będzie mi potwornie śmierdziało, że wydatki mi wzrosną, że sobie nie poradzimy. Opinie te pochodziły od osób, które nie miały w domu więcej niż jednego kota (jeśli miały w ogóle jednego). Ilekroć pytałam kogoś, kto ma więcej niż 4 puchate kocie łapy w domu, każdy polecał mi przygarnięcie kompana dla Tusi – dla jej zdrowia psychicznego i fizycznego (w końcu nie ma to jak codzienne wyścigi przez przeszkody!). Teraz ja, jak tylko ktoś pyta mi się o radę, zapraszam do siebie na kawę i opowiadam (a przede wszystkim pokazuję) jak to zmieniłam los Tusi.

 


 

Tekst: M.K.