La Bruja czyli “na co pani taki kot?!”

Fot. Kasia (RKa)

Koty są niezwykłymi stworzeniami. Stają na naszej drodze i stawiają całe nasze życie do góry nogami, zaskakując nas niemal na każdym kroku. Niejedna osoba opiekująca się kotem przyznaje, że to nie ona wybrała swojego kota, lecz sama została przez niego wybraną. Może się zdarzyć tak, że na swojego opiekuna wybierze nas kot, który jest stary, chory czy kaleki; kot, który mieszka w schronisku i według wielu nie jest wart naszego wysiłku. Tak było w moim przypadku.

 

Bruja, kotka, która wybrała mnie, żyła wcześniej w schronisku. Była kotem starym, chorym, nikomu nie potrzebnym, zapomnianym. Uznana za dziką, została spisana na straty. Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, była niesamowicie chuda, zaniedbana i bardzo brzydko pachniała. Ja, jako prowadząca dom tymczasowy, byłam tam po konkretnego, względnie zdrowego kota. W ogóle nie brałam pod uwagę adopcji kota dla siebie, a już na pewno nie kota wyglądającego tak, jak ona. Jednak jej odważny i pełen nadziei wzrok sprawił, że nie mogłam przestać myśleć o tym, jak wspaniałym może być kotem. Nie wiem jak przekonałam męża do zabrania jej do domu i nie wiem jak przekonałam samą siebie do tego, że to wszystko ma sens.

 

Po kilku tygodniach starań Bruśka była u nas. Pierwsze badanie weterynaryjne wykazało rozległy stan zapalny dziąseł, a jej wiek został oceniony na ponad dziesięć lat. Stan zapalny miał zostać zwalczony antybiotykiem, ale wieku kotki nie dało się już przecież odwrócić. W dodatku, u weterynarza, Bruśka zachowywała się rzeczywiście jak kot dziki. Już wtedy zwątpiłam w to czy znajdę dla niej dom. Iskierka nadziei zapaliła się we mnie, gdy przyjechałyśmy do domu. Kotka po wypuszczeniu z transportera poczuła się swobodnie, zwiedziła kąty naszego pokoju i od razu okazywała nam duże, jak na nowego kota, zaufanie. W dodatku zdawała się doskonale znać przeznaczenie mebli i sprzętów, stojących w naszym pokoju. Mój mąż bardzo szybko stwierdził, że jest ona najmniej kłopotliwym kotem, z jakim kiedykolwiek miał do czynienia.

 

Niestety problemy zdrowotne nas nie opuszczały. Antybiotyk zadziałał jedynie na krótko i zapalenie dziąseł wróciło ze zwiększoną siłą. Zęby musiały zostać usunięte, a część dziąseł wypalona. Dodatkowo okazało się, że organizm Brusi ma problem z przyswajaniem suchej karmy. Nie wiedzieliśmy, co jest tego przyczyną. Dlatego też kotka nadal nie była gotowa do adopcji, a pisanie ogłoszeń zostało odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. W między czasie Bruja uczyła się zasad panujących w naszym domu i coraz bardziej się do nas przyzwyczajała. Mniej więcej miesiąc zajęło nam przekonanie się, że wcale nie chcemy Bruśki oddawać. W ciągu jednego tygodnia dostaliśmy dwie różne informacje o rodzinach szukających kota, takiego jak Bruja. Kiedy jednak na nią patrzyliśmy, wiedzieliśmy, że ma ona już rodzinę i nie potrzebuje nowej.

 

W kolejnym miesiącu dowiedzieliśmy się, że Bruja nie przepada za towarzystwem innych kotów i zupełnie nie toleruje psów. Większą niespodziankę mieliśmy jednak, kiedy okazało się, że Bruśkę można wytresować. Jak wiadomo, w naszym społeczeństwie panuje przekonanie, że kota niewiele można nauczyć, bo zawsze robi to, na co ma ochotę. Tym bardziej o jego tresurze można więc zapomnieć. Są jednak przypadki, które każą wątpić w trafność tego poglądu. Bruja jest jednym z nich. Początkowo nauczyliśmy ją jedynie tego, że nie wolno jej opuszczać naszego pokoju. Dostrzegając jak szybko pojęła o co chodzi, postanowiłam sprawdzić czy nauczy się czegoś więcej. Ugotowałam więc pierś z kurczaka i zaczęłam od prostego „usiądź”. Dni mijały, a ja starałam się uczyć Bruśkę coraz to nowych komend, używając jako nagrody jej ulubionych przysmaków bądź po prostu karmy. Do tej pory, mimo swojego wieku, krótkiego pobytu u nas i nieregularnych ćwiczeń, Brusi udało się nauczyć siedmiu komend. Sam ten fakt jest dowodem na to, że kot to stworzenie, które potrafi zaskoczyć.

 

Bruja, jak każda żywa istota, ma swoje wady. Są one jednak tak niewielkie, że zanikają na tle jej zalet. Przede wszystkim, Bruśkę można nazwać „kotem specjalnej troski”. Musi dostawać regularne posiłki w mniejszych porcjach. W posiłkach tych nie mogą znaleźć się żadne twarde, suche elementy. Na bieżąco musimy monitorować stan jej pyska pod względem nawrotu stanu zapalnego dziąseł. Musi też dostawać karmę dla seniorów, która jest nieznacznie droższa od regularnej. Ze względu na swoje doświadczenie, Bruja panicznie boi się momentu wkładania jej do transportera i nie lubi być w nim zamknięta. Podczas łapania, wyje, wyrywa się, a czasem nawet załatwia pod siebie. Kto z nas jednak nie ma wad i kto z nas nigdy się nie zestarzeje, stopniowo podupadając na zdrowiu? Prawie każdy będzie kiedyś wymagał troskliwej opieki, co nie znaczy, że przestanie zasługiwać na miłość lub utraci wszystkie swoje zalety. Tych Bruja ma akurat mnóstwo.

 

Rano nigdy nas nie budzi, nawet jeśli prześpimy porę podawania jej posiłku. Grzecznie przesypia z nami całą noc, nie próbując nawet się bawić. Poza sytuacjami wyjątkowego stresu, zawsze załatwia swoje potrzeby w kuwecie. Jest rozmowna, pełna energii i niezwykle kontaktowa. Lubi być blisko człowieka, ale nie jest przy tym nachalna. Nawet jeśli z jakiegoś powodu bardzo się nas wystraszy, po chwili znów do nas podchodzi. Nie niszczy, nie broi i nigdy nie zachowała się wobec nas agresywnie. Dla nas jest kocim ideałem, choć są ludzie, którzy nie wierzą w ich istnienie.

 

Bruja, kotka, która wybrała mnie, żyła wcześniej w schronisku. Była kotem starym, chorym, nikomu nie potrzebnym, zapomnianym. Teraz leży obok mnie i z zaciekawieniem obserwuje, co robię. Teraz jest najwspanialszym kotem, tryskającym energią, kochanym, potrzebnym. A ja? Wzruszam się jak dziecko kiedy na nią patrzę i dziękuję jej, że wybrała właśnie mnie.

Skomentuj artykuł:

Polecane posty: