Nowy kot w domu – jak przeprowadzić dokocenie bez łapoczynów?

Fot. A. Janik

Pewnie większość z nas widziała w internecie zdjęcia wtulonych w siebie kotów, razem śpiących czy wylizujących sobie wzajemnie futro. Są rozkoszne, rozmiękczają nasze serca i sprawiają, że każdy opiekun co najmniej rozważa posiadanie kolejnego mruczka… choćby dla takich widoków. Nie na darmo mówi się, że koty są jak chipsy.. na jednym trudno skończyć! Ci, którzy zgłębiali temat choćby w podstawowym zakresie z pewnością trafili na informacje skrajne. Z jednej strony układy opisywane w superlatywach, z drugiej – próby kończące się fiaskiem i koniecznością rozłączenia obu kotów dla ich bezpieczeństwa. W mojej ocenie tych granicznych jest najmniej. Cała reszta znajduje się pośrodku.

 

Artykuł ma za zadanie przybliżyć nieco kwestię dokocenia, trudu, jaki stoi przed każdym opiekunem kolejnego zwierzaka w domu, pokładów cierpliwości, a wreszcie, jeśli idzie o koty w szczególności – niepewnego efektu i wątpliwej satysfakcji człowieka (choć nie koniecznie zwierząt!). Nie po to, aby zniechęcić, bynajmniej! Aby uświadomić.

 

Słowa “dokocenie” nie odszukacie w słowniku, zna je natomiast każdy miłośnik kotów, gdyż funkcjonuje ono w świecie kociarzy “legalnie”. To neologizm stworzony na potrzebę opisania sytuacji wprowadzenia do jednego domu drugiego bądź kolejnego kota albo kota do domu, gdzie już jest zwierzę innego gatunku, tzw. Rezydent – np. pies, królik.

 

Trudności, jakie z dużym prawdopodobieństwem napotka przykładowy Kowalski, czy Nowak, próbujący socjalizować ze sobą obce zwierzęta w dużej mierze związane są z kocią naturą. Wynikają z:

 

  • Terytorialności – koty jako zwierzęta terytorialne mają potrzebę kontrolowania podległego obszaru – na wolności są to olbrzymie przestrzenie, nawet 100-hektarowe w naszych domach kot zaadaptował się do mniejszej powierzchni, którą lepiej kontroluje. Z tego powodu odczuwanie zmian na ograniczonym terytorium jest silniej odczuwane, wpływa na samopoczucie, może być odebrane jako naruszenie bezpieczeństwa, zagrożenie i wywołać frustrację/stres;
  • Umiłowania stałości – koty lubią rutynę, powtarzalne rytuały, znane sytuacje, osoby i miejsca, upatrują w tym bezpieczeństwa, nie przepadają za nowościami, dlatego niespodziewane zmiany, nowe elementy w ich otoczeniu odbierają jako problem;
  • Skomplikowania – koty podobnie jak ludzie tworzą “relacje społeczne” wielopoziomowe o dużym stopniu skomplikowania, oparte na wzajemnych zależnościach, na co wskazują obserwacje zwierząt wolno żyjących w grupach i koloniach;
  • Potrzeb – poczucie bezpieczeństwa, wystarczająca ilość zasobów, dostępność opiekuna – te elementy także mogą stanowić dla kota problem w kontekście nowego przybysza.

 

Na szczęście poziom świadomości społecznej na temat kotów ciągle rośnie i opiekunowie chętniej zgłębiają informacje na ich temat, odgadując trafniej ich potrzeby. To wyjście naprzeciw i aktywna chęć poznania powoduje, że relacje między zwierzętami mają większe szanse na powodzenie. Dużo bowiem będzie zależało od opiekuna, od tego jakie zwierzęta dobierze: o jakim temperamencie, w jakim wieku, jakiej wielkości, w jaki sposób wprowadzi nowego lokatora, jak będzie się wobec obu zwierząt zachowywał…

 

Ważne też, aby opiekun miał świadomość faktu, że koty odmiennie od ludzi postrzegają bliskość. Nie koniecznie oznacza ona dla nich kontakt fizyczny. W naturze raczej go unikają w trosce o bezpieczeństwo, wykorzystując do komunikacji przekaz na odległość. Wspólne spędzanie czasu dla dwóch kotów zaczyna się od bycia w jednym pokoju (nawet w jego przeciwległych narożnikach) z pominięciem kontaktu fizycznego. O dobrej komitywie mówimy, gdy harmonijnie odpoczywają w niedużej odległości, np. na odrębnych półkach drapaka. Wtulone w siebie koty, śpiące razem czy wylizujące sobie wzajemnie futro to obraz najbardziej pożądany, jednak nie należy zapominać, że ten układ idealny nie zawsze uda się osiągnąć, a nawet jeśli tak – może trwać okresowo (do czasu zaspokojenia potrzeby bliskości). Nie ma przepisu na udane dokocenie, gdyż każdy przypadek będzie inny. Warto jednak wziąć pod uwagę kilka sugestii, które z pewnością przyczynią się do powodzenia przedsięwzięcia.

 

Jedną z najważniejszych jest obserwacja i znajomość naszego Rezydenta. Jaki ma temperament: jest żywy, spokojny, energiczny, wycofany, przyjacielski? Jak się bawi: chętnie ale krótko, nigdy, ciągle, konkretnymi przedmiotami, co go bardziej stymuluje (dźwięk, ruch)? W jaki sposób reaguje na inne zwierzęta? Odpowiedź na te i inne pytania jest bardzo istotna, ponieważ determinuje ramy dla przybysza.

 

Dobieranie towarzystwa powinno się odbywać na zasadzie podobieństwa (koty o skrajnie różnym charakterze, temperamencie, rodzaju aktywności/energii będą miały trudności w odnalezieniu punktów wspólnych relacji i mogą na siebie reagować nerwowo).

 

Fot. M. Libergal

Kolejnym wspólnym mianownikiem powinien być przybliżony wiek. Najłatwiej młodemu Rezydentowi zaakceptować innego mruczka, najtrudniejsze będzie dokocenie seniora. Rezydent niezależnie od wieku szybciej pozwoli na bliskość kociakowi niż dorosłemu osobnikowi. Najpiękniejszymi i najprostszymi są tzw. “dwupaki”, czyli dwa związane ze sobą koty, (takie, które się znają bądź są spokrewnione). Istotna jest również płeć. Z moich obserwacji wynika, że najtrudniejsze relacje mają kotki (samice). Najłatwiejsze – pary mieszane.

 

Istotne dla dokocenia mogą być cechy zewnętrzne zwierząt, jak chociażby wielkość, długość futra, dla przykładu: kot krótkowłosy może odbierać długowłosego “brata” jako dużo większego i czuć z tego powodu lęk. Ważna będzie także kastracja, która ma wpływ na zachowanie. Po pierwsze dlatego, że zwierzęta aktywne płciowo odczuwają większą potrzebę obrony terytorium (mniej tolerują rywali). Są bardziej nerwowe, reagują agresją albo frustracją na skutek braku zaspokojenia elementarnych potrzeb instynktownych.

 

Najtrudniejszym i najważniejszym momentem jest wprowadzenie kota do nowego domu, bo jak wiadomo, jest tylko jedna szansa na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia. Wspaniale o metodach socjalizacji pisze w swojej książce koci behawiorysta M. Biegańska-Hendryk pt.”Co jest kocie? Wszystko co musisz wiedzieć aby zrozumieć swojego kota!”, do której w tym zakresie odsyłam. Proszę jedynie mieć na uwadze, że zalecenia tam zawarte dotyczą kotów domowych, nie koniecznie prawidłowo socjalizowanych, z niewiadomym odbiorem człowieka, często po doświadczeniach schroniskowych, przy których wzmożona ostrożność jest jak najbardziej wskazana. Inaczej sprawa będzie się miała w przypadku kotów rasowych, pochodzących z hodowli, o doskonałej socjalizacji i pozytywnych relacjach z innymi kotami (bezwzględnym minimum będzie pierwszy okres, kiedy pozwolimy Rezydentowi oswoić się z nowo przybyłym towarzyszem przebywającym w transporterze a następnie wspomożemy wymianę zapachów). Tu będzie dużo łatwiej, co nie znaczy, że ominiemy etap wzajemnych lęków i niechęci, czy zabiegania o uwagę opiekuna! To naturalne reakcje, do których koty mają prawo, a człowiek musi to zaakceptować (podnoszenie głosu na Rezydenta który goni “nowego”, paca łapą, syczy spotka się z niezrozumieniem ze strony kota i słusznie).

 

Zwierzęta wykonują w tym okresie dużą pracę nad sobą i oczekiwanie, że zaakceptują nagle konkurenta (bo tak odbiera Rezydent nowego kota, który zajmuje jego terytorium, legowisko, atencję opiekuna…) jest zwyczajnie nie w porzątku! Nam samym jest trudno nawiązać bliskie stosunki z nieznanymi osobami, prawda? Powściągnijmy zatem wodze naszych pragnień! Postawa opiekuna wobec tego trudnego okresu powinna być pełna wyrozumiałości i cierpliwości. Nie oznacza to, że ma być pasywna. Wręcz przeciwnie.

 

Opiekun powinien wzmacniać pozytywny odbiór jednego kota przez drugiego. Może też przenosić na różny sposób zapachy (najprostszą metodą jest po prostu głaskanie jednego kota i prezentowanie jego zapachu drugiemu). Dobrą wskazówką jest wspólne karmienie (początkowo w oddaleniu, z czasem coraz bliżej) oraz zabawy (najpierw “na dwie ręce”, potem jedną zabawką). W przypadku kotów bardzo wrażliwych można w okresie aklimatyzacji włączyć kocie feromony, których zadaniem jest pomoc w przywróceniu poczucia bezpieczeństwa, spokoju i redukcja stresu. Dzięki tym zabiegom koty częściej i dłużej przebywają w swoim towarzystwie. Istotne także, aby skracały wzajemny dystans bez negatywnych reakcji. Te obserwacje pozwolą już w pierwszych dniach ocenić nawet niedoświadczonemu opiekunowi, czy wszystko zmierza w dobrym kierunku.

 

To nie zwalnia jednak Opiekuna z czujności! Zdarza się bowiem, że zapatrzony w nowe cudo traci niespodzianie kontakt z Rezydentem, a ten gaśnie w oczach… Albo nawet sam się usuwa. Co robić? Ano zabiegać o jego względy i to koniecznie! Może być tak, że człowiek nic nie robi źle, a mimo tego kot odbiera obecność novum tak silnie, że wpływa to na jego subiektywne odczuwanie potrzeby bliskości z opiekunem. Nacisk na kontakt z Rezydentem powinien być jednoznaczny – to on jest w trudniejszej sytuacji, musi tolerować przybysza i zachować dobre układy z opiekunem. To wyzwanie. Nie można jednak zapomnieć o drugiej stronie zupełnie! Nowy kot może czuć się niepewnie wobec wszechobecnej odczuwalności Rezydenta (jego zapach będzie wszędzie, co może być przytłaczające). Bez pomocy opiekuna, wsparcia, kontaktu – może czuć się niepewnie i odczuwać lęk.

 

Fot: J. Suszyńska

Wzajemna agresja, ataki w których jeden kot pastwi się nad drugim, drapanie do krwi są sygnałami bardzo złymi, których konsekwencją powinno być przerwanie kontaktu. Ponowne spotkanie, o ile w ogóle, powinno być przeprowadzone z maksymalną ostrożnością. Niestety zdarzają się przypadki “beznadziejne”, kiedy ze względu na dobrostan i bezpieczeństwo obu kotów najlepiej jest je rozdzielić.

 

Mocno skomplikowane będzie dokocenie grupy zwierząt (np. co najmniej 2 kotów), choćby dlatego, że pod uwagę należy wziąć sumę charakterów Rezydentów a nadto dodać do tego nowego członka. Nacisk w tym wypadku należy położyć głównie na dobre rozpoznanie a także stopniowa socjalizację. Poczynając od poznania jednego najbardziej otwartego osobnika, który zapach przybysza oswoi innym zwierzętom. Złym i naiwnym pomysłem jest łagodzenie konfliktu między dwoma kotami, poprzez wprowadzenie trzeciego – niezgoda tylko się zaostrzy!

 

Dużą pomoc w tym zakresie oferują behawioryści, do których opiekunowie powinni bez obaw się udać z prośbą o pomoc. To specjaliści od kociego zachowania, natury i relacji… z pewnością dołożą wszelkich starań aby zaprowadzić harmonię. Trzeba mieć jednak na względzie, że będzie to proces a nie “jednorazowe zlecenie”. Pomocni są także hodowcy. Są znawcami swojej rasy i winni pełnić rolę przewodników, mentorów, dla opiekunów pomagając w doborze zwierząt towarzyszących. Można tego od nich wymagać, gdyż są specjalistami.

 

Przy relacjach międzygatunkowych kwestie związane z doborem temperamentów, wieku, etc. będą z punktu widzenia kota miały podobne wskazania. Istotna będzie również kastracja, która może mieć wpływ na zachowanie. Aklimatyzacja powinna uwzględnić izolację wstępną (w odosobnieniu, gdzie kot ma okazję zapoznać się najpierw z zapachami, odgłosami domu i domowników, etc.). Okres wzajemnej socjalizacji może zostać wydłużony, nacisk na wymianę zapachową również jest zalecany.

 

W zależności od potrzeb danego gatunku/gatunków wskazania szczególne będą inne. Generalnie wobec zwierząt większych poleca się obserwację przez kota, w przypadku mniejszych – odwrotnie – to one maja się “oswoić”.
Kotu, który nigdy nie widział psa, szczególnie dużego, bądź małego, ale głośnego, przed kontaktem fizycznym zalecić można obserwację z oddali, a następnie z bliska, ale z bezpiecznego miejsca, zapewniając drogę ucieczki w razie paniki. Pozwoli to na oswojenie się z nieznanym i wpłynie pozytywnie na poznanie. Warto taki zabieg powtarzać kilkakrotnie, zależnie od efektów.

 

W przypadku królika (mniejszego od kota, bądź podobnej wielkości) pomocna może się okazać klatka. Mniejsze/słabsze zwierzę ma możliwość obserwacji kota, co pozwala mu na nabranie dystansu i oswojenie instynktownego lęku.

 

Co dla mnie było zaskakujące, można także próbować z …ptakami! Tu istotny także będzie wybór gatunku (np. papugi, kanarki) i rasy (kanarki angielskie, jak Gloster czy Norwik, są z natury spokojne) oraz to aby to ptaki przyzwyczajać do kotów (spokojny ptak nie jest dla kota tak interesujący, jak szamoczący się się z przerażenia). Warto również wyeliminować wędki i zabawki z piórami imitujące ruch tych zwierząt.

 

Każde dokocenie będzie inne, a problemy różnorodne. Jeśli sprawy przybierają dramatyczny obrót należy interweniować, jednak tylko wówczas gdy faktycznie tak jest. Warto uzbroić się w cierpliwość i czekać, obserwować i uczyć się od kotów. Nie tracić kontaktu i dobrych relacji z Rezydentem/Rezydentami. Ponieważ to stosunki między zwierzętami, wkraczanie w ich układ tylko wydłuży proces socjalizacji wzajemnej, zatem jest niewskazane. Wskazana jest aktywność opiekuna na rzecz tej pozytywnej relacji (pozytywne wzmacnianie, wspólne zabawy, karmienie), a także spokój. Koty to stworzenia empatyczne i zdarza się, że “wrażliwce” tak silnie odbierają ludzkie emocje (strach, lęk opiekuna, obawę przed fiaskiem przedsięwzięcia), że wpływa to na ich wycofanie i dezorientację. Zatem opiekun rozważający dokocenie powinien również popracować nad swoim dobrym samopoczuciem i pozytywnym nastawieniem.

 

A jak u Was przebiegał proces dokocenia? Pochwalcie się!

 

Tekst: Marta Rozwadowska, hodowla Szara Eminencja*PL

Skomentuj artykuł:

Dodaj komentarz