Studium kocich charakterów

Photo Credit: Tambako the Jaguar Flickr via Compfight cc

Każdy kot to swoista osobowość. Kluczem do idealnego związku kot-człowiek jest dobranie charakteru pupila do naszych oczekiwań i trybu życia. Jeśli dużo pracujemy, powinniśmy wybrać takiego kota, któremu obecność człowieka nie jest najbardziej potrzebna do szczęścia. Natomiast jeśli spędzamy większość czasu w domu i lubimy kocie towarzystwo, to idealny będzie dla nas kot, któremu przebywanie z człowiekiem również będzie sprawiało przyjemność. Charakter kota jest cechą wrodzoną, jednak i nasze zachowanie, stosunek do zwierzęcia oraz środowisko, w jakim przebywa mają wpływ na jego kształtowanie.

 

Naukowcy przeprowadzili badania, których celem było wyłonienie pięciu najbardziej przyjaznych kocich ras. Eksperymentem zostało objętych 129 kotów, z różnych środowisk i w różnym wieku z 14 najpopularniejszych ras. Wyniki były zaskakujące, bo pomimo, że nasze europejskie mruczki są najbardziej rozpowszechnione, to ta rasa zajęła dopiero piąte miejsce. Pierwsze miejsce w tym rankingu zajęły sfinksy. Ich aparycja jak się okazało jest myląca, ponieważ te dostojne bezwłose koty okazały się być bardzo czułe i oddane opiekunom. Na drugim miejscu uplasowały się jedne z największych przedstawicieli tego gatunku zwierząt- maine coony. Są to koty, które bardzo przywiązują się do właścicieli i mają opinię łatwych we współżyciu. Trzecie miejsce zajęły popularne persy, kolejne- koty m.in. rosyjskie i syjamskie.

 

Można przypuszczać, że takie cechy wynikają z faktu, że koty z hodowli pozostają przy swoich matkach i rodzeństwie dłużej, co pozytywnie wpływa na ich stosunek do ludzi i świata. Natomiast w przypadku popularnych dachowców jest inaczej. Większa część populacji kotów europejskich jest skazana na bezdomność, w wielu przypadkach muszą radzić sobie same. Matki nierzadko porzucają swoje dzieci w obawie o własne bezpieczeństwo, część z nich rodzi się w niesprzyjających warunkach.

 

Nie można jednak generalizować, ponieważ i wśród „zwykłych” mruczków możemy znaleźć osobniki zakochane w swoich opiekunach do szaleństwa, natomiast na przykład syjam może okazać się indywidualistą, który nie ma specjalnie ochoty na wylegiwanie się na kolanach swojego opiekuna.

 

Chciałabym przedstawić znane mi przypadki kocich „przylepek” oraz „wolnych duchów”, które są na dwóch zupełnie skrajnych biegunach osobowości.

 

Photo Credit: t.metamorfosis Flickr via Compfight cc

Busia była zwykłą burą kotką wolno żyjącą. Została złapana na sterylizację, po której trafiła do domu tymczasowego. Okazało się, że to bardzo pro ludzka kotka, dlatego też dostała szansę na własny dom. Trudno stwierdzić co się z nią działo wcześniej, czy miała kiedyś swoje miejsce, pewne jest jednak to, że stado zupełnie jej nie akceptowało. Kotka miała uszkodzone oczko, widać, że często nie dojadała.

 

W zasadzie od pierwszych chwil, kiedy Busia trafiła do domu tymczasowego, nie odstępowała swojej nowej opiekunki ani na krok. Po dwóch godzinach władowała jej się na kolana i mruczała, zupełnie jakby chciała nadrobić wszystkie lata spędzone na ulicy. Widać było, że dotyk człowieka działa na nią kojąco. Spała z opiekunką w jednym łóżku, obserwowała i towarzyszyła jej w każdej czynności. Problem pojawił się, kiedy miało dojść do zapoznania się z kocim rezydentem. Koteczka wykazywała objawy stresu i strachu, mimo, że spokojnie dałaby sobie radę z dużo mniejszym od siebie kociakiem. Nie podejmowała prób obrony terytorium, poza syczeniem była bierna. Opiekunka musiała więc na czas swojej nieobecności rozdzielać koty. O ile mniejszy nie miał z tą sytuacją problemu, to Busia rozłąkę z opiekunką bardzo przeżywała. Załatwiała się w każdym miejscu, które nie było kuwetą, pomimo przetestowania różnych żwirków. W człowieku nadal jest zakochana dlatego najlepiej by było, gdyby znalazła dom, w którym byłaby kocią jedynaczką, i w którym zawsze miałaby ludzkie towarzystwo.

 

Innym przypadkiem kociej „przylepki” jest Dante – młody kastrowany kocur rasy maine coon. Po wielu perypetiach trafił do stałego domu, w którym jego towarzyszem został pies husky. Pies to istota, którą koty zazwyczaj postrzegają jako niższy gatunek, od razu został „ustawiony” przez kocurka. Dante już pierwszego dnia owinął sobie opiekunów dookoła pazura, ci pozwalali mu sypiać z nimi, towarzyszył im w każdej czynności i „przyklejał ” się do nich kiedy tylko okoliczności temu sprzyjały. Miało to również swoje złe strony, ponieważ ogromne przywiązanie ze strony Dantego powodowało obrażanie się na opiekunów, kiedy dłużej niż dzień nie było ich w domu. Wtedy trzeba było przebłagać kociego króla w każdy możliwy sposób, ale on, pomimo, że zachowywał się jak dziewica z Ciechocinka („Może chciałbym, może nie”), długo się gniewał. Nie przeszkadzało mu to jednak ładować się na kolana opiekunów z obrażoną miną. Całe „przedstawienie” było odgrywane regularnie przy każdej możliwej okazji, aż zupełnie wpisało się w scenariusz życia z tym przebiegłym kocurem

 

Na drugim biegunie są koty, które można określić jako „wolne duchy”. Te koty charakteryzują się tym, że żyją własnym życiem, nie narzucają się właścicielom, którzy są im potrzebni głównie do tego, by dbali o ich miski i kuwety. „Wolne duchy” przychodzą do właścicieli wtedy, kiedy same mają na to ochotę, a swoje niezadowolenie z nadmiaru pieszczot potrafią wyraźnie sygnalizować sykiem lub nawet podrapaniem. Dla nich człowiek powinien istnieć obok, dlatego takie koty są idealne dla ludzi, którzy mają niewiele wolnego czasu i nie będą wymagali do kota całkowitego oddania.

 

Ignacy ma prawie 9 lat. Został zabrany od matki kiedy miał około 6 tygodni z bardzo niebezpiecznego dla kociaka środowiska. Matka i tak często zostawiała go samego, nikt nie wie, co stało się z rodzeństwem. Dla niego to była jedyna szansa na przeżycie. Brak zabaw z rodzeństwem oraz rzadkie interakcje z matką sprawiły, że Ignacy nigdy nie nauczył się wyczucia w obcowaniu z opiekunką. Swoje niezadowolenie na przykład z posiłku potrafił wyrazić mocnym gryzieniem po łydkach, podobnie było, kiedy nie życzył sobie głaskania. Opiekunka postanowiła, że najlepiej będzie, jeśli przestanie wchodzić mu w drogę i uszanuje jego niezależność. I tak Ignacy i jego człowiek żyją razem, ale trochę obok siebie. Kocur jest zadowolony z bycia jedynakiem, wyraźnie sygnalizuje kiedy ma ochotę na pieszczoty, a kiedy chce, żeby zostawić go w spokoju. Wygląda na to, że w tym przypadku to jest recepta na sukces.

 

Spotkałam się także z przypadkiem syjama, który nie za bardzo przepada za człowiekiem. Ta rasa charakteryzuje się tym, że mocno przywiązuje się do właściciela i lubi jego towarzystwo. Ten jednak jest wyjątkiem od reguły. Daje się głaskać tylko swojemu opiekunowi, ale tylko wtedy kiedy sam tego chce. Raczej woli spędzać czas obok niż „na” człowieku. Obserwując go mam wrażenie, że wystarczy mu sama obecność człowieka, a nie stricte fizyczny kontakt z nim. Brany na ręce drętwieje, a jego pyszczek zdradza niezadowolenie. Nigdy nie wyciąga pazurów, ale gdyby mógł mówić, na pewno nie byłoby to nic przyjemnego.

 

Każdy kot to osobowość, powiedziałabym nawet, że wybitną. Szukając odpowiedniego kota dla siebie, nie powinniśmy kierować się wyłącznie kolorem czy na przykład wiekiem. Charakter kota, jak już pisałam, musi ściśle pasować do naszego stylu życia, nie możemy wymagać od zwierzaka, żeby kochał nas ponad wszystko, jeśli sami nie zapewnimy mu odpowiedniej opieki czy takiej ilości czasu, jakiej wymaga. I nieprawdą jest, że tylko te najmłodsze koty najbardziej przywiązują się do opiekunów. Jeśli damy kotu to, czego potrzebuje, a jednocześnie zadbamy o jego potrzeby, możemy spodziewać się prawdziwej, długoletniej przyjaźni.

 


 

Tekst: Weronika Wrońska

Skomentuj artykuł:

Polecane posty: