Zmieniamy kotu dietę – CZĘŚĆ II – dlaczego koty nie powinny jeść zboża i jak przetrwać bunt?

 

W pierwszej części artykułu opisałam Wam jak zacząć przestawianie kota na nową karmę. Z autopsji mogę powiedzieć, że musicie uzbroić się w cierpliwość (duuże pokłady cierpliwości) względem wybrzydzającego kota. Opiszę Wam to z perspektywy, którą widzi kot. Niemniej na początek skupmy się na tym dlaczego kot nie powinien mieć zboża w swojej diecie.

Dlaczego zbożówki to zły pomysł?

Każdy kot jest inny pod względem charakterologicznym, ale wszystkie mają wspólną cechę biologiczną: są w 100% mięsożercami. Przewód pokarmowy kota nie jest dostosowany do trawienia zbóż. Poniżej znajdziecie garść argumentów dlaczego nie warto karmić kota karmą, która ma w swoim składzie ma głównie ziarna i wątpliwej jakości mięso:

 

  • Fermentacja w żołądku – dotyczy to szczególnie tych karm o kiepskiej jakości, której zboże jest głównym składnikiem. W tych lepszych suchych roślinnym wypełniaczem są zazwyczaj słodkie ziemniaki (bataty) bądź najzwyklejsze kartofle. Te nie pęcznieją i zdają się robić “robotę” czyli utwierdzają klientów w przekonaniu, że robią dobrze kupując suchą karmę z wypełniaczem, bo nie ma przecież zbóż… Za to kukurydza jest jednym z najtańszych dostępnych na rynku. Dlatego też nagminnie jest dodawana do karm suchych i mokrych z średniej i dolnej półki cenowej. Fermentacja ziarna kukurydzy powoduje nadmierne wydzielanie kwasów żołądkowych podczas trawienia, a to przy długofalowym podawaniu powoduje nadwrażliwość przewodu pokarmowego (podatność na stany zapalne) oraz podatność na wrzody czy skłonność do wymiotowania.

  • Oszukiwanie łaknienia – dostęp do suchej karmy w misce przez cały dzień to oszukiwanie łaknienia. Większość karm z dodatkiem zboża, szczególnie te najtańsze czyli śmietnisko zbożowe, powoduje, że kot nigdy nie bywa niedojedzony – jak tylko poczuje burczenie czy chęć chrupania idzie do miski i z przyzwyczajenia dopycha się tym, co jest w misce. Dopóki nie pozbędziecie się suchej z domu – nie macie szans na zmianę przyzwyczajeń. Sucha karma wysokiej jakości, z dużą zawartością mięsa teoretycznie powinna wystarczyć na dłużej. Kot je ich zdecydowanie mniej, nie napycha się “z przyzwyczajenia” – najada się tyle ile potrzebuje. Pytanie tylko czy karma sucha jest Wam faktycznie potrzebna, bo zazwyczaj podając ją kotu mamy milion wymówek by ją kupić. A to z wygody, bo szybkie jedzenie (nie muszę chyba przypominać czym jest ludzki “fastfood”…), bo nie macie czasu. A czy więcej czasu zajmuje otworzenie wysokomięsnej, bezzbożowej puszki?

  • Zwiększone pragnienie, zapchanie żołądka – jak już wyżej wspomniałam, sucha karma puchnie w żołądku*. A to tylko wyciąga wodę z kota, która jest równie ważna w trakcie procesu trawienia. Sporo karm średniej jakości oraz (tych bardzo kiepskiej) ma również dodatek soli (i niekiedy również cukru), który tylko wzmaga chęć picia wody. Pragnienie powinno być zaspokajane oczywiście niezależnie od tego czy kot je suchą karmę.  Polecamy skorzystać z paru sposobów, które podaliśmy w jednym z artykułów (klik). Niedobór wody w organizmie nie jest wskazany przy kocie, który ma problem z nerkami czy stanem zapalnym układu pokarmowego. W tym przypadku wewnętrzne nawodnienie organów jest kluczowe dla stabilizacji ich pracy oraz dla unormowania parametrów krwi czy moczu, które zostały sklasyfikowane jako nieprawidłowe.*Dotyczy to szczególnie tych słabszej jakości, które mają w sobie najtańsze zboża jako zapychacze. Kartofle czy bataty nie pęcznieją, jednak wpływają znacząco na jakość trawienia i przyswajania mikroelementów z pożywienia. Ponadto roślinne związki nie są przez kota trawione, co oznacza, że urobek w kuwecie jest większy niż powinien być.

  • Nieprawidłowy metabolizm – węglowodany nawet w ludzkiej diecie są niepożądane. Powodują tworzenie się nowych komórek tłuszczowych czyli zwiększają prawdopodobieństwo otyłości u naszego pupila. Zboża to również cukry, które mogą powodować cukrzycę u kotów. Karma ze zbożami będzie zatem posiłkiem, który nie zaspokoi wszystkich potrzeb mikrobiologicznych kota. Po prostu nie dostarczy mu niezbędnych składników i mikroelementów do prawidłowego funkcjonowania.

  • Negatywny wpływ na organy wewnętrzne – tutaj zapewne podniesie się krzyk, że jak to możliwe, skoro x lat kot był karmiony w ten, a nie inny sposób i nic mu kompletnie nie było. Pytanie tylko czy ten kot, który był karmiony trefną marketówką i zbożówką był badany od a do z? Mniemamy, że nie. Dlatego dopóki nie przebada się kota, nie jesteśmy w stanie “na oko” stwierdzić czy nasz pupil jest w 100% zdrowy. Badania to świetna okazja do przestawienia kota na nową dietę dopasowaną do jego potrzeb. Rozszerzony jonogram i morfologia świetnie pokażą “co w kocie gra”. Jak już wyżej wspomniano: zboże to zwiększona wrażliwość, nadkwasota, większe prawdopodobieństwo wystąpienia wrzodów czy stanów zapalnych przewodu pokarmowego. Nie róbmy z kota śmietniska!

 

Pierwsze objawy buntu na pokładzie

Po rozpakowaniu paczki z sklepu internetowego (gdyż zazwyczaj tam dostaniemy wysokiej jakości puszki. Stacjonarne sklepy zoologiczne, w których można takie karmy znaleźć to niestety wciąż rzadkość) mamy nadzieję, że nasz pupil ze smakiem zje przygotowany posiłek. Niestety, zazwyczaj sytuacja kończy się tak, że kot wzgardza podaną karmą i patrzy się na nas z niedowierzaniem i niemym pytaniem (pełnym zdziwienia, a i niekiedy grozy/obrzydzenia) wypisanym na paszczy “mame, oszalałaś?”. No cóż. Tutaj zaczyna się zazwyczaj postanowienie, że skoro nie chce jeść to my więcej nie kupimy mu karmy. Błędne myślenie. Proces przestawiania kota z karmy jest procesem czasochłonnym i wymagającym ogromnych pokładów cierpliwości. A jak to zrobić? Już podpowiadamy. :)

Przestawianie kota na karmę lepszej jakości jest procesem długotrwałym i wymagającym cierpliwości. Pierwsze porcje powinny być wręcz mikroskopijne. Można dodawać po małej łyżeczce nowej karmy do starej, bądź wymieszać suchą z mokrą, jeśli do tej pory mieliśmy wyłącznego suchojada. Nawet jeśli taki manewr będzie oznaczać wyrzuconą puszkę w 1/3 to warto. Pierwsze kęsy cieszą bardzo, bo to oznacza, że kot nie ma już większych oporów przed spróbowaniem nowej (w jego mniemaniu bez smaku) karmy.

 

W jaki sposób wybiera kot?

Ludzie, dzięki swoim zdolnościom poznawczym, mogą wybrać świadomie i zgodnie ze swoimi przekonaniami. Czy ten wybór będzie zdrowy dla naszego organizmu to już jest kwestia osobna. Ze względu na możliwość wyrażania uczuć wyższych oraz racjonalność w podejmowanych wyborach (przynajmniej mamy taką nadzieję, że większość wyborów jest racjonalna) możemy zdecydować o diecie naszego kota.

Kot ze względu na warunki ewolucyjne, w jakich przyszło mu żyć, nie umie takiego wyboru podjąć. To do nas należy decyzja w jaki sposób będzie karmiony nasz pupil. Tańsze karmy i tak zwane “marketówki”, które mają w sobie odpady pochodzenia zwierzęcego bądź liche 4% produktów pochodzenia zwierzęcego (niewiadomego źródła) są zazwyczaj dosmaczane CUKREM i SOLĄ w dużej ilości. Cukier przez koty nie jest wyczuwalny, ale jest takim samym uzależniaczem jak dla nas.

To dlatego obserwuje się między innymi wzrost chorób typu cukrzyca czy otyłość u kotów. Między innymi właśnie dlatego koty nie powinny jeść tych najtańszych karm. W skrajnych przypadkach, ze względu na toksyczność cukru, mogą wystąpić również schorzenia nerek, które mogą przerodzić się w stan przewlekły, jeśli nie zaprzestanie się karmienia w ten sposób. Codzienne kroplówki nie są miłe dla naszego kota, ani tym bardziej dla naszego portfela. Leczenie to droga inwestycja, a puszki dobrej jakości (jeśli nie chcemy np karmić barfem) są niewiele droższe, bądź nawet tańsze od puszek marketowych.

Zatem kot będzie jadł to, co mu damy bo do tego przywykł, a lepsze karmy, które nie mają w składzie cukru, tylko mięso i ewentualnie podroby, będą dla kota po prostu jałowe. Wręcz obrzydliwe i dopóki nie będzie przekonany do tego, raczej tego nie ruszy. Dlatego najlepiej uzbroić się w duże pokłady cierpliwości. I nie zrażać się nawet jeśli 6paki puszek będą wyrzucane. Konsekwencja w tym przypadku to najlepsza droga do sukcesu.

Osobiście postuluję zasadę “nie jest głodny/głodna to trudno. Zje jak zgłodnieje”. Jestem konsekwentna, nie zwracam uwagi na marudzenie i czekam aż zje. Zdarzało się, że w ramach konsekwencji koty po 12 godzin miały 1 porcję i czekałam aż skubną chociaż jednego gryza. Taki sygnał wystarczył do zmiany porcji na nową, bo wiem, że wtedy koty coś zjedzą.

Niemniej warto pamiętać, by nie popadać ze skrajności w skrajność. Nie można kotów głodzić po np. 2 dni! Stwarza to wręcz zagrożenie życia, a przy kotach stresowych spalanie tkanki tłuszczowej potęguje problem głodówki. Dlatego warto racjonalnie podchodzić do tematu.

Z autopsji mogę powiedzieć, że strategia typu 1 porcja nowej karmy, 1-2 starej na początku sprawdza się znakomicie. Jeśli koty są łase na nowości i nie mają problemu z przestawieniem – można jak najbardziej spróbować tego sposobu. Przy kotach opornych należy podchodzić do tej kwestii ostrożnie – wystarczy jedna mała łyżeczka nowej karmy wymieszanej ze starą by zacząć przyzwyczajać naszego pupila do nowej mieszanki. Potem stopniowo zwiększamy ilość nowej, aż w końcu rezygnujemy całkowicie ze starej.

 

Gdy kot głodzi się “na siłę” czyli oznaki pierwszego buntu.

Dobrym sposobem na przekonanie naszego niejadka do nowej karmy jest również dosmaczenie ulubioną przekąską. Wystarczy dokładnie wymieszać sos lub pokruszony/pokrojony przysmak w nowej karmie. Warto tutaj wstrzymać się z podaniem posiłku o jakieś 5-10 minut, by karma przeszła zapachem i smakiem sosu bądź przysmaku. Nasz kot będzie wtedy mniej podejrzliwy i jest duża szansa, że liźnie cokolwiek z miski. Pamiętajcie, nawet mały gryz, powąchanie, liźnięcie czy zjedzenie połowy miski to jest olbrzymi sukces i za to kota powinniśmy pochwalić, wręcz dopingować!

A właśnie, doping słowny. Może to wyda się dziwne, ale mnie jako Mame, właśnie ten doping, stanie nad kotem dużo pomógł. Głaskanie w trakcie posiłku (jak kot patrzy na Ciebie pytająco trzeba go pogłaskać i potwierdzić, że robi dobrze) czy mówienie czułym głosem bardzo pomaga w przypadku kotów niepewnych i bojaźliwych. U nas to jest wręcz rytuał, który codziennie musimy odprawić przed miską. ;) Miałam wybitnie rozpuszczone koty i sama walka z domownikami (zmiana myślenia też wymagała czasu – o tym napiszę w 3 części) i kotami. Przestawianie zajęło nam okolo 1,5 roku. Dzisiaj moje koty jedzą zdrowo, zgodnie z swoja biologią i mogę śmiało powiedzieć, że ich kondycja znacznie się polepszyła

Jakie są korzyści z karmienia zgodnie z biologią kociego organizmu?

O tym, że kot to surojad i 100% mięsożerca, poświadczy każdy świadomy miłośnik kotów. Dlaczego warto karmić zgodnie z naturą?

  • Lepsza kondycja zdrowotna organizmu,
  • Błyszczące i gładkie futro
  • Kot dostaje wszystkie niezbędne mikroelementy i witaminy
  • Brak zagrożeń kondycyjnych nerek i wątroby
  • Uregulowane działanie przewodu pokarmowego
  • Brak problemów okołokuwetowych
  • Uregulowany apetyt
  • Nasz portfel znacząco odpocznie od wydatków związanych z weterynarzem i wydatków związanych z zakupem specjalistycznych karm, które nie leczą, a przykrywają problem
  • Zaoszczędzone pieniądze

 

W następnej części opiszę Wam jak rozmawiać z domownikami, którzy mogą nie rozumieć motywów naszego postępowania względem żywienia. Wiele sytuacji, które opisują użytkownicy social media, pokazują, że społeczeństwo niestety w dużej części nie rozumie przyrody ani biologicznych potrzeb organizmów mięsożerców.

A jak to u Was było? Jak przetrwaliście walkę z Waszymi niejadkami i uparciuchami?
Zapraszam do dyskusji zarówno na stronie oraz na fp. :)


Tekst: Justyna Królak


Pierwsza część: Zmieniamy kotu dietę – CZĘŚĆ I – od czego zacząć?
Druga część: Zmieniamy kotu dietę  – CZĘŚĆ II – dlaczego koty nie powinny jeść zboża i jak przetrwać bunt?